Osoby których warto posłuchać

Od czasu gdy tylko dorwałem się do neta już nie telefonicznego, oraz poznałem „sposób” ściągania plików AV z portalu YouTube, staram się ciekawymi audycjami dzielić z tymi, którzy mimo że mamy już 21 wiek, takiego „luksusu” jak net nie mają nadal nie posiadają.

Moimi preferowanymi osobami są:

– Dariusz Kwiecień

https://www.youtube.com/user/RieseOlbrzym/videos

– Janusz Zagórski

https://www.youtube.com/user/niezaleznatelewizja/videos

– Stanisław Michalkiewicz

https://www.youtube.com/results?search_query=stanis%C5%82aw+michalkiewicz

– Marek Podlecki

https://www.youtube.com/user/monitorpolski/videos

Dzięki tytanicznej pracy wyżej wymienionych osób możemy zapoznać się z wiadomościami które są niewygodne czy wręcz szkodliwe dla swołoczy z Mainstream-u ( ja ich określam – media gównianego nurtu ) gdzie akurat wybrana władza pierze mózgi tubylczemu narodowi.

Faktem jest że tacy ludzie są zaszczuwani i dochodzi do prób ich dyskredytacji, jednak daj Bóg ich mocne osobowości przeciwstawiają się temu wszech obecnemu złu jakie nas otacza.

Bierzmy z nich przykład i róbmy swoje nie bacząc na tak zwana opinię ( jak że dość często manipulowaną przez system )

Informacja dla miłośników Pejsbooka

Niektórzy z nas mieli, inni mają konta na ogólnoświatowym forum, które nosi „dumną” nazwę FACEBOOK

Pozwoliłem sobie za stroną „bibula.com” przedrukować ( może wypadałoby powiedzieć przekopiować tekst ku Państwa uwadze i przestrodze.

W oku „Wielkiego Brata”. Facebook zapisuje nawet nieopublikowane posty
Aktualizacja: 2015-04-23 12:31 pm

Największy na świecie portal społecznościowy zapisuje każde słowo, jakie pojawi się na stronie, nawet jeżeli wiadomość lub status zostaną skasowane przed opublikowaniem. Podobne doniesienia krążyły już wcześniej, ale teraz pojawiły się na to twarde dowody.

Jak podaje portal Information Age, Facebook zawsze zaprzeczał, że stosuje podobną technologię. Według wyjaśnień twórców portalu serwis faktycznie zapisywał dane dotyczące usuwania postu przed jego publikacją, ale nie zachowywał jego treści. Podobnie sprawa wygląda w przypadku wiadomości. W regulaminie Facebooka nie ma żadnego punktu, który dotyczyłby bezpośrednie zbierania danych z niepublikowanych postów. Pojawia się w nim jednak zapis dotyczący „tworzenia postów” i zapisywania danych na ich temat.

Tymczasem pracujący w Irlandii informatyk Príomh Ó hÚigínn przeanalizował dane pobierane przez Facebooka. „Okazało się, że wszystko co wpiszę do pola statusu jest przesyłane na serwery Facebooka, nawet jeżeli nie kliknę przycisku Wyślij” – napisał na swoim blogu. Na dowód zamieścił nagranie pokazujące dane pobierane przez ten największy na świecie portal społecznościowy.

Źródło: tvp.info

KRaj

KOMENTARZ BIBUŁY: Każdy użytkownik sieci internetowej powinien znać hasło “Tylko idiota używa Fejsbuka”, ponieważ ta prywatna firma rejestruje, magazynuje, przechowuje, przetwarza, wykorzystuje wszystkie informacje, które do niej docierają. Przechowywane są wszystkie dane bez ich wymazywania. Przetwarzane są one dla celów komercyjnych, i nie tylko. Część z nich udostępniana jest innym firmom komercyjnym, które robią z danymi dosłownie co chcą, a część rządowym agencjom śledzącym obywateli wszystkich państw.

Warto w tym miejscu przypomnieć precedens austriackiego prawnika Maxa Schremsa, który w 2011 po wieloletniej batalii sądowej, w końcu uzyskał dostęp do danych przechowywanych przez Facebook (wykorzystał w tym celu bardziej chroniące prywatność prawo EU). Otóż ten zwykły, przeciętny użytkownik Facebooka dowiedział się w końcu, że firma ta przechowywała wszystkie dane dotyczące jego, jego znajomych, każdego jego kliknięcia na każdy link, każdego jego ruchu, każdej fotografii, jego, jego znajomych, każdego kliknięcią na jakiekolwiek ogłoszenie, itp. Wszystkie dane, ze wszystkich lat. W sumie, Facebook zmuszony został udostępnić jemu te dane, które zawarto na płycie CD zawierającej 1200-stronicowy dokument PDF. Proszę pomyślec: 1200-stron danych o każdym kliknięciu, każdym wpisie, każdym zdjęciu, każdej odwiedzanej stronie.

Tak wygląda w praktyce miła fejsbukowa zabawa w plotkowanie, tak wygląda rzeczywistość beztroskiego korzystania z sieci społecznościowych.

Uważaj więc, użytkowniku Facebooka (i innych sieci społecznościowych): każdy Twój ruch jest śledzony i zapisywany. Ku wieczności. I nie zdziw się, jeśli kiedyś, może za 10 czy 15 lat, ktoś przypomni Ci co robiłeś na Internecie. Ktoś, kto będzie chciał Ciebie zaszantażować, skorzystać z Twoich słabości (np. chęci posiadania tego czy owego, szaleństwa kupowania, zbierania, itp.), wykorzystać Twoje zainteresowania, znajomości, itd, itp. Listę można ciągnąć niemal w nieskończoność. Każdy Twój ruch, każde zainteresowanie, każda odwiedzana strona – wszystko to jest rejestrowane!

I jeszcze jedno: pytamy i zadajemy publicznie pytanie celem poważnego rozważenia przez prawników: jakim prawem, czy polskie prawo zezwala na propagowanie i reklamowanie przez instytucje państwowe – od Kancelarii Prezydenta, po niemal wszystkie urzędy i instytucje państwowe wszystkich szczebli – czy polskie prawo zezwala na propagowanie i reklamowanie prywatnych firm zagranicznych? A takim jest właśnie Facebook. Firma zarejestrowana w USA, oferująca akcje na amerykańskiej giełdzie. Na dodatek, oficjalnie założona przez kilku młodych Żydów, lecz wsparta i rozpropagowana przez służby specjalne jako idealne narzędzie powszechnego monitorowania i szpiegowania.

Zadajemy to pytanie, bo jest to problem poważny. Poważniejszy niż przeciętny użytkownik zdaje sobie sprawę.

Teoria spiskowa jest dobra na wszystko

Niektórzy Klanowicze wiedzą że jestem zwolennikiem teorii spiskowych, bo jak mawia jeden z tajnych współpracowników – teoria ta wyjaśnia to co zdrowy rozum blokuje.

Tak więc z ciekawością przeczytałem wpis na portalu zmiany na ziemi o tym że nasz wschodni czerwonoskóry brat, który dał nogę z amerykańskich rezerwatów dla tubylczej ludności, domaga się śledztwa w sprawie lądowania na księżycu potomków bękartów ojców założycieli.

http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/rosja-domaga-sie-sledztwa-w-sprawie-ladowania-ksiezycu

MFC42UL.DLL

Właśnie jestem po projekcji filmu dokumentalnego PANOPTICON, który to porusza sprawę wielkiego brata i wpływ tego na społeczeństwa – jako wzorzec pokazano Holandię – jako element przeciwstawny Niemcy.

Nie będę się szczegółowo rozpisywał, niech każdy odżałuje te kilkadziesiąt minut ze swojego nędznego czy też bogatego życia i sam się naocznie i usznie przekona do jakich paranoi zaczyna dochodzić gdy chodzi o tak zwane bezpieczeństwo – przekładające się na gromadzenie danych o obywatelach i w miarę możliwości systemu, przetwarzanie ich.

Mnie jednak zaciekawiła wzmianka o programie ( bibliotece ) noszące kodową nazwę MFC42UL.DLL

Dość ciekawy opis w tym temacie znalazłem na tej stronie

http://blackhats.cba.pl/thread-33.html

Program ten jest w stanie podsłuchać nawet szyfrowanego Skypa, przeglądarki, robić zrzuty ekranu itp itd.

To wszystko w imię tak zwanego bezpieczeństwa i troski o prawa … ta … a gdzie do ciężkiej KN są nasze prawa, prawa obywateli dmuchanych przez rząd i korporacje na każdym kroku ? Obywateli którym podnosi się ceny, waty i inne drobiazgi, obywateli drugiego sortu dla których sprzęt tej samej firmy jest okrajany z dodatków a cena taka sama jak na zachodzie albo i jeszcze wyższa.

Ty obywatelu masz zgodzić się na ciągłe dymanie przez system, ciągły monitoring, nie ważne że jedziesz tramwajem, idziesz po ulicy, wsiadasz do autobusu.

Im system więcej o tobie wie tym bardziej będziesz mieć przedmuchane gdy staniesz się niewygodny.

e-booki i czytniki

Jak wiadomo oprócz książek drukowanych oraz czytanych – audiobooki – mamy też „pisane” elektronicznie e-booki.

Najpopularniejsze formaty to:
Kindle (MOBI)

E-book w formacie MOBI można pobrać przede wszystkim na czytnik Kindle. Czytanie książek w formacie MOBI na innych urządzeniach elektronicznych (np. e-czytnik, tablet, smartphone, komputer) jest możliwe, pod warunkiem że zostaną one wyposażone w odpowiednie oprogramowanie, np. Kindle for PC, MobiPocket Reader, Calibre itp.

ePUB

Książkę w formacie ePUB można czytać na:
– e-czytniku

– tablecie (z zainstalowaną aplikacją obsługującą pliki typu ePub)

– smartfonie (z zainstalowaną aplikacją obsługującą pliki typu ePUB)

– komputerze (z zainstalowanym programem obsługującym pliki typu ePUB

Ebooki w tym formacie są wygodne do czytania na urządzeniach mobilnych i nie mają podziału na strony, dzięki czemu można je przewijać w górę lub w dół

PDF

Najwygodniejszy format do oglądania komiksów i magazynów.

Publikacje w formacie PDF można czytać na każdym urządzeniu (komputer, laptop, tablet, smartphone, e-czytnik) pod warunkiem zainstalowania odpowiedniego oprogramowania (aplikacji) umożliwiającego otwieranie plików tego typu, np. Adobe Reader.

( tekst pobrany ze strony http://pomoc.cdp.pl/hc/pl/articles/203764968-Dostępne-formaty-ebooków )

Jednak sam e-book bez czytnika jest tylko kolejnym nic nie znaczącym plikiem, za który w księgarniach internetowych czasami też trzeba zapłacić jak za przysłowiowe zboże !

Moja przygoda z e-bookami i czytnikiem zaczęła się od kupna książek

– Apokalipsa według Pana Jana
– Szczurów Wrocławia

obie są autorstwa Robert J. Szmidt, obie dotykają tego co lubię w literaturze
– trzeciej wojny światowej i jej następstw
– zombi – czyli odgłosy konsumpcji . . .

Mając już przelaną kasę i faktury za zakup oraz ściągnięcie od wydawcy zakupionych tytułów, trzeba było się rozejrzeć za czytnikiem.

Na swoim laptopie, gdzie króluje Linux, system zaoferował mi dwie aplikacje:
– calibre
– e-book reader

Jedna i druga pozwoliły przeczytać zakupione pozycje, dodatkowo skopiować tekst do edytora i przy pomocy Expressivo na komputerze z Windowsem przeczytać je do formatu mp3, gdzie po skopiowaniu na Playera mogłem je sobie spokojnie odsłuchać.

Jednak do pełni szczęścia czegoś mi brakowało, tym czymś był czytnik e-booków, mój wybór padł na Kiano BOOKY LIGHT ze względu na cenę 299 zł.

Czytnik ten wyposażony jest w następujące funkcje:
– WYŚWIETLACZ E-INK + PODŚWIETLENIE MATRYCY LED, 800×600
– PROCESOR ALLWINNER E200 ARM, 420 MHZ
– SYSTEM LINUX
– PAMIĘĆ RAM 64 MB
– PAMIĘĆ WEWNĘTRZNA 4 GB
– OBSŁUGA KART PAMIĘCI DO 32 GB
– PORT SŁUCHAWKOWY, WBUDOWANY GŁOŚNIK
– OBSŁUGIWANE FORMATY EBOOK PDF, EPUB, FB2, TXT, HTML, PDB, RTF, LRC, MOBI, DJVU, CHM, UMD, CDOC
– OBSŁUGIWANE FORMATY OBRAZÓW JPG, BMP, GIF, TIF, PNG, BMP

( specyfikacja pobrana ze strony http://kiano.pl/produkty/czytniki-e-bookow/ )

Czyta się książki dość dobrze, można powiększyć czcionkę, zmienić położenie , ogólnie jest OK, choć nie będę ukrywał że moim marzeniem jest czytnik na e-papierze w formacie A4, ale to dopiero pieśń przyszłości.

Radio Sputnik – Nowa Wolna Europa, czyli gawarit Moskwa

Kiedyś gdy Wschód w osobie Moskwy dzierżył władzę w naszej ojczyźnie, Zachodni brat dla tubylczego narodu otworzył rozgłośnię Radio Wolna Europa.

Dziś gdy pewne kręgi z Brukseli i Waszyngtonu ( z Zachodu ) odpowiedzialne za wywołanie zadymy na Ukrainie i chcące doprowadzić do konfrontacji z Rosją, zalewają nas “jedynie słuszną” propagandą.

Dlatego więc Wschodni brat stworzył rozgłośnię Radio Sputnik, które można traktować jako odtrutkę na ten “jedynie słuszny” bełkot mediów opanowanych przez piątą kolumnę.

Pozwoliłem sobie umieścić odnośnik do tego internetowego radia, aby można było sobie porównać informacje i samemu wyciągnąć wnioski.

O projekcie – info ze strony
http://pl.sputniknews.com/docs/about/index.html
odnośnik do słuchania
http://pl.sputniknews.com/popup/radio/

Dla mających lepsze ślepia . . .

Czyli dla tych z mojego Klanu, których wzrok jest w lepszym stanie niż piszącego ten tekst, chciałem zaproponować by w wolnej chwili od nabijania skila , sięgnęli po treści czytane.

Dostęp do ciekawej kolekcji e-boków jest możliwy po wbiciu na

http://www.bazaebokow.robertjszmidt.pl/

, gdzie po założeniu bezpłatnego konta otwiera się przed nami ocean treści.

Korzystając z tego potężnego archiwum pamiętajmy o kilku prostych zasadach jakie przeczytamy w nocie prawnej na tej stronie.

Wszystkie teksty literackie umieszczone na tej stronie zostały udostępnione przez autorów i mogą być ściągane bezpłatnie. Nadal jednak są to utwory chronione prawem autorskim, więc bez uzyskania zgody autora nie wolno ich wykorzystywać do celów komercyjnych, ani wprowadzać do tekstu żadnych zmian.

Osobiście polecam Państwu utwory autora Szmidt Robert J. którego takie tytuły jak

– Polowanie na jednorożca

– Toy Land

miałem okazję kupić i odsłuchać te audiobooki. Zapadły one w mojej pamięci jako ciekawe i warte polecenia pozycje.

Ślepnącym okiem gracza

Większość z nas, starszych użytkowników, swoją przygodę z komputerami zaczęła od maszyn typu ZX-spectrum, Commodore i Atari.

Z łezką w oku wspomina się dziś czasy, gdy z magnetofonu ( czasami też z płyty winylowej ) wczytywało się program do naszej wspaniałej maszyny, bo po kilku, czy też kilkunastu minutach odpalić River Raid, Video Pool-a, Sir Fred-a. Wymieniać można by długo, ale „wypominki” to już inna para kaloszy.

Z biegiem czasu napędy taśmowe zaczęły być wypierane przez dyskietki – od 3 cali poprzez 3.5 do 5.25, doszły kolejne wspaniałe maszyny typu Amiga

To był skok technologiczny. Pojawiły się pierwsze programy do kopiowania, interface do dwóch i więcej napędów fdd, wprawdzie już w epoce taśm też można było kopiować, jednak tu to był już pełny full wypas.

Komputery zyskały dużo lepszy dźwięk i obraz, pojawiły się lepszej generacji dżojstiki, myszki, klawiatury.

Każdy wolny czas spędzało się na graniu i kopiowaniu.

Były to złote czasy dla pewnych firm, oprócz handlu artykułami dajmy na to AGD, były jeszcze stanowiska gdzie sprzedawcy pełna gębą piracili mając głęboko w czterech literach prawa autorskie i zabójcze ceny oryginałów.

Brak ci dyskietki ? Nie stanowiło to problemu , kilka złotych dopłaty i już wracałeś do domu z „upolowaną” nowością, którą to męczyłeś przez długie godziny, blokując rodzinie dojście do telewizora z którego gdyby nie nasza postawa, wylewałby się propagandowy jad aktualnie nam panujących.

Minęło znów kilka lat i kolejna nowość – dyski twarde do naszych wspaniałych maszyn. Brak wolnego miejsca to już nie problem. Pierwszy mój dysk w komputerze Amiga 1200 miał 120MB gabaryt 3.5 cala i z ledwością został upchnięty w obudowie. Jednak życie nie jest usłane różami, masz dysk, ale jak przenieść dane od kolegi ?

bramka numer 1 to backup przy pomocy dyskietek 3.5 cala
bramka numer 2 to VBS – video backup system
bramka numer 3 to taśma na dwa dyski oraz rozgałęźnik zasilania

Jednak wszystko co nowe miało swoją cenę, i trochę wody w okolicznej rzecze upłynęło nim mogliśmy zaliczyć się do tych szczęściarzy. Komputerowi jajogłowi przyszli z pomocą światkowi AMIGI robiąc instalatory gier NDOS na dyski twarde. To było coś, już nie trzeba było wachlować dyskietkami, gra doczytywała się z hdd. GUNSHIP 2000, SUPER FROG, GODS, YO JOE, MORTAL KOMBAT zajęły nam znów długie godziny.

Kolejne lata, kolejne zmiany, najpierw CD, później CDR i CDRW – pierwsze LEGALNIE kupione gry i programy użytkowe i tak do dziś dnia.

Ktoś z czytających może powiedzieć – a gdzie blaszaki ! Słusznie , moja wina, ale już naprawiam ten błąd, jednak opiszę go ze swojego punktu widzenia.

Moim pierwszym złomem był komputer z procesorem 286 i pamięcią 640 KB, dysk twardy 20MB
( 5.25 cala ) , monitor EGA kolor i dyskietki 1.2MB 5.25 cala

Kilka prostych gierek pod DOS-a, później doszedł win3.1 i z całego dysku zostało tyle co nic. Od czasu gdy pod moją strzechę zawitał blaszak, miałem już AMIGĘ i C64. Uznawałem i nadal uznaję tę zasadę jeden komputer to za mało, zresztą to wlecze się za mną do dziś.

Czasu na gry mam dość dużo, ponieważ zajęcie jakie mam nie pochłania mi dużo czasu, więc przeważnie siedzę na FAR CRY, DEAD ISLAND. Od chwili gdy „dorobiłem się internetu kablowego”( bo na modemowym nie dało rady siedzieć dłużej niż kilka minut dziennie, można było
sprawdzić pocztę i przelotowo zlukać kilka portali z wiadomościami ) , zacząłem poznawać ludzi podobnych do mnie, zdrowo zakręconych w temacie gier i komputerów

Komunikatory GG, TLEN, AQQ, SKYP i najnowszy bajer TS3 pomogły w rozmowach i wymianie doświadczeń, oraz pomocy w grach multiplayer-owych. W tym samym czasie skaptowano mnie do Klanu Z!P4 w którym do dnia dzisiejszego mam zaszczyt należeć i słuchać „mamrania pozostałych koksów” dla których najważniejszym jest miejsce w pierwszej dziesiątce na track base, lub ubicie jak największej liczby swołoczy w CSGO zdobywając kolejne skrzynki … .

ENERGA i PKO

Cała sprawa zaczęła się w grudniu 2014 roku, gdy to dostawca prądu ENERGA wykryła ?
Stworzyła ? ( niepotrzebne skreślić ) zadłużenie na koncie energetycznym mojej rodziny.

Jak przystało na 21 wiek, moja rodzina reguluje wszelkie płatności przez bank PKO oddział
lokalny.

Od tamtego czasu przyszły już 3 faktury rozliczeniowe, do których ENERGA dodaje grudniowe zadłużenie w kwocie 7 zł 60 gr.

Jako że bank PKO nic w tej kwestii nie zrobił, postanowiłem zadzwonić do biura obsługi klienta pod numer 555 555 555 .

Po przedarciu się przez klawiszologie i jak zwykle w takich sytuacjach przez informację że
rozmowa będzie nagrywana, w końcu odezwał się do mnie żywy człowiek.

Przedstawiłem się kim jestem, jednak o dalszą rozmowę z informacją firmy poprosiłem żonę ( ja jestem zbyt nerwowy i być może zacząłbym rzucać wędliną ogólnie nie nadającą się do spożycia )

Paniusia z informacji natychmiast powiedziała że nie udzieli odpowiedzi gdyż moja żona nie jest zamieszkała w mieszkaniu którego owa sprawa dotyczy.

Chcąc nie chcąc pojechałem do osoby której obiecałem wyjaśnić tę dziwną sprawę.

Starsza osoba po rozmowie z paniusią dała ponownie słuchawkę mojej żonie, która chciała sprawę wyjaśnić, jednak owa paniusia z informacji powiedziała że mimo iż rachunki są płacone na bieżąco, zadłużenie trzeba i tak uregulować płacąc na osobne konto.

Dziwne jest takie podejście w sprawie wyjaśnienia spornego tematu. ENERGA jak dla mnie
postępuje nieuczciwie, nie wyjaśniając powodu zadłużenia – pomyłka ? czy może bank opóźnił regulowanie rachunku ?

Przy okazji wyjaśniania tej sprawy, wyszło na jaw co robi PKO płacąc rachunek za prąd.

Bank reguluje należność tylko za zużytą energię ( wartość usługi ) pomijając to dziwne zadłużenie.

Sprawa odczytu licznika ( będącego poza domem ) i wystawiania rachunku oraz płatność, jest poza zasięgiem starszej osoby i wykonują je powierzone do tego instytucje i któraś z nich zawiniła, za co obrywa niczemu nie winny końcowy odbiorca.

Jak do tej pory firma ENERGA nie odpowiedziała na dwa e-maile, jeden z pytaniem i drugi z spłatą zadłużenia której dokonałem ze swojego konta informując za kogo to robię.

Bank też nie ma sobie nic do zarzucenia, wszystko jest OK, jednak w PKO wyszła na jaw też inna sprawa, która zagotowała mi krew w żyłach.

Chcąc dostać wyciąg bankowy ( dodatkowy ) powyżej 30 dni, ta instytucja chce 30 zł za wydruk każdego jednego miesiąca.

Kurwa mać że tak napiszę, słowami uchodzącymi za wulgarne!  Z czego ten papier do waszych drukarek macie ? Ze złota ?

Cisza która dzwoni w uszach

Gdy mają nadejść jakiekolwiek wybory, media gównianego nurtu raz po raz przypominają o ciszy wyborczej, która ma trwać do końca cyrku – tu dośpiewamy sobie jakiego – Sejmowego, Unijnego czy też Prezydenckiego.

„Polski system wyborczy przewiduje ciszę wyborczą, czyli ostatnie 24 godziny przed dniem
głosowania, kiedy to prowadzenie kampanii wyborczej jest zakazane. Cisza wyborcza to instytucja prawa wyborczego znana w wielu krajach, co nie oznacza jednak, że występuje wszędzie. W Stanach Zjednoczonych, czy Niemczech kampania może trwać bowiem do zamknięcia ostatniego lokalu wyborczego”

dalej za netem czytamy o stawkach

„ Kara za złamanie ciszy wyborczej

Naruszenie ciszy wyborczej stanowi wykroczenie, zagrożone pod groźbą grzywny, co wynika z art. 498 Kodeksu wyborczego. Wysokość grzywny jest uregulowana w Kodeksie wykroczeń. Zgodnie z art. 24 tegoż kodeksu grzywna może być wymierzona w wysokości od 20 zł do 5 tys. zł.

Na większą karę mogą narazić się ten, kto przed zakończeniem ciszy wyborczej, czyli przed
zamknięciem lokali wyborczych podaje do publicznej wiadomości wyniki przedwyborczych
sondaży lub sondaży przeprowadzonych w dniu głosowania. W takiej sytuacji zagrożenie grzywną
sięga od 500 tys. zł do 1 mln zł”

Od kiedy sięgam pamięcią , swołocz ta prawdziwie komunistyczna. czy też farbowana po 1989 roku zawsze miała w zanadrzu na szarego obywatela odpowiednie służby „wyposażone w instrument kary”

Milicja, Policja, Straż Wiejska, Miejska, Sanepid, Straż Pożarna, Leśna . . . nie sposób zliczyć tej watahy, która ma nas prostować gdy system uzna nas za niewygodnego.

Jeżeli w innych państwach jest brak tak durnego przepisu – cisza wyborcza – to dlaczego u nas ciągle ten komunistyczny przeżytek jeszcze się trzyma ?

Czego boicie się siedzący u żłobu ci od lewa do prawa ?

Widać tym którzy nastali po czerwonej gwardii bardzo pasuje

CISZA WYBORCZA, KTÓRA JEST NIEZGODNA Z KONSTYTUCJĄ

( PRAWEM DO WOLNOŚCI SŁOWA )

Dziś w dobie internetu gdy mamy komunikatory głosowe – nie mówię o Skype – mogę spotkać się ze znajomymi z całego kraju i mając głęboko w czterech literach ten faszystowski przepis będziemy rozmawiać o kandydatach i tym czy warto oddać na nich głos, czy też nie iść wcale i tym czynem pokazać co myślimy o z góry ukartowanych wyborach, gdzie nagminnie występują cuda na urną i na serwerach.

W poprzednich wyborach do Euro Obory dowiedziałem się od znajomego informatyka, który
„zabezpieczał” ten cyrk że gdy na jednej – jedynej liście partii X Y czy też Z postawię dwa iksy – głos mój zdobędzie ten mający niższy numer na liście.

Jeżeli jest to prawda, a nie myślę że znajomy wciskał mi kity z satelity, taki numer daje pole popisu nad cudami przy urynie wybiórczej, są owe cuda bardziej bezpieczne niż zabawa z kalkulatorem wyborczym.

Czy w takim wypadku jest sens na to by ( w moim przypadku ) wstawać o 6 nad ranem i pedałować 12 km aby już o 7:00 jako pierwszy, czy jeden z pierwszych oddać swój głos ? A jakiś dowcipas z komisji wyborczej z długopisem ( oraz wytycznymi od agenta prowadzącego wiadomej nacji ) go poprawi, albo unieważni.

Tak na dobrą sprawę, poza zdjęciem karty przed głosowaniem jak też po, nie mam jej później
możliwości sprawdzenia – zdjęcie robię, robił będę by mieć dowód że byłem i swój głos oddałem, za nic mam bzdurne przepisy iż fotek robić mi nie wolno, dlaczego ? Bo nie każdy robiący fotkę jest jak ta sprzedajna kurwa na poboczu drogi do pewnego miasta w moim województwie.

Jednak najlepszym numerem jest to że gdyby nie daj Bóg „mój” kandydat wygrał, mogę do takiej „ofiary losu” iść z pełną świadomością iż znalazł się ów typ na danym stołku dzięki ( też ) mojemu głosowi i mam prawo zgłosić do niego zapytanie w dowolnej sprawie i już nie usłyszę tak jak kiedyś w tym czerwonym mieście w którym mieszkam – skąd mam pewność że Pań na mnie głosował ? ? ?

To że wybory były, są i będą fałszowane teraz w 2015 roku jest dla mnie już pewne jak dwa razy , już nie robią na mnie wrażenia opowiadania znajomego, który to wiele lat temu gdy trzecia RP dopiero raczkowała, przy pomocy swoich zaufanych ludzi zrobił test.

W sobie wiadomy sposób oznaczano karty do głosowania, później gdy podliczano głosy i
sprawdzano, te oznaczone jakimś „cudem” wyparowywały a ich miejsce zajmowały te poprawnie wypełnione, tak by jedynie słuszny kandydat z jego miejsca zamieszkania dostał się do koryta władzy.

Ktoś kiedyś powiedział takie słowa – Gdyby wybory mogły cokolwiek zmienić, zostałyby
zakazane, oraz nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy !